myśliwy bartosz szyrwiński

Myślistwo ma ostatnimi czasy bardzo zły PR. W telewizji lub sieci pojawiają się dziesiątki materiałów o tym jakimi bestiami są starsi panowie ganiający po lasach ze strzelbami. Opaśli sarmaci z podkręconym wąsem wycinający w pień leśną faunę – takie panuje wyobrażenie. Mylne. Dlatego chcieliśmy zaprosić Cię do poznania drugiej strony medalu.

Poznajcie Bartka – adwokata na co dzień, który ma mnóstwo ciekawych zainteresowań. Bartosz jest motocyklistą, uprawia strzelectwo sportowe, a także interesuje się łowiectwem. I właśnie o tej ostatniej pasji chcemy z nim porozmawiać.

Ekorodzinni: Bartku, zacznijmy mocnym pytaniem: czym różni się kłusownik od myśliwego? 

Bartek: Wszystkim.

Myśliwy to osoba, która przynależy do Polskiego Związku Łowieckiego i zdała państwowy egzamin teoretyczny w zakresie wiedzy o gatunkach fauny zamieszkującej polskie lasy, biologii poszczególnych gatunków zwierząt łownych i zwierząt chronionych, posiada wiedzę teoretyczną w zakresie ochrony przyrody oraz sposobu zagospodarowania zwierząt dziko żyjących. Ponadto teoria obejmuje również zasady bezpiecznego posługiwania się bronią palną wydaną dla celów łowieckich. Mając ukończony kurs i zdany egzamin teoretyczny, młody kandydat na myśliwego przystępuje do egzaminu praktycznego w zakresie prawidłowego posługiwania się bronią – odbywa się on na strzelnicy w obecności przedstawiciela Komendy Wojewódzkiej Policji.

Poza tym kandydat na myśliwego musi odbyć roczny staż w kole łowieckim podczas, którego koledzy z koła oceniają jego zachowanie, wiedzę teoretyczną i przydatność dla Polskiego Związku Łowieckiego.

myśliwy ze strzelbą

Dopiero mając „zaliczony” kurs, staż i zdane egzaminy możemy mówić o początkującym myśliwym – wcześniej to tylko kandydat i wcale nie jest powiedziane, że myśliwym zostanie. Młody myśliwy następnie musi przejść badania lekarskie – w tym okulistę, lekarza ogólnego, psychiatrę i psychologa – jeśli któreś z tych badań wypadnie źle osoba taka kończy swoją przygodę z łowiectwem jeszcze zanim się ona rozpoczęła.

Z kompletem dokumentów młody myśliwy udaje się na Policję gdzie po przeprowadzeniu postępowania przez funkcjonariuszy wydawane zostaje „pozwolenie na broń”.

Dopiero wtedy mamy myśliwego – czyli osobę uprawnioną z przepisów ustawy prawo łowieckie oraz ustawy o broni i amunicji do tego by mogła posiadać broń palną oraz polować na zwierzynę dziko żyjącą. Cały proces trwa co najmniej 1 rok, a znane mi są przypadki gdy postępowanie wyjaśniające prowadzone przez policję wydłużyło się i myśliwy czekał na dokumenty nawet 2 lata.

Taki młody myśliwy po przejściu całej ścieżki oraz opłaceniu corocznej składki członkowskiej do Polskiego Związku Łowieckiego oraz corocznej składki członkowskiej do Koła Łowieckiego może legalnie zacząć polować – i to też nie na każdą zwierzynę jaka mu się podoba, a jedynie na te zwierzęta, na które jest aktualnie sezon łowiecki oraz ma je wpisane w upoważnieniu do polowania (w odstrzale).

Jeśli coś upoluje – a praktyka mówi, że skuteczny strzał oddaje się raz na 10 wyjść do lasu – to musi upolowaną zwierzynę zgłosić do ewidencji Koła Łowieckiego oraz odstawić na skup dziczyzny w celu zważenia. Wówczas też podejmuje decyzję czy chce upolowanego zwierza odkupić i zjeść, czy też zostawia go w skupie, który sprzedaje zwierzę do przetwórni.

myśliwy na polowaniu

A kłusownik… to osoba, która zazwyczaj nie ma żadnej wiedzy o zwierzynie, nie respektuje okresów ochronnych, limitów ilościowych narzucanych przez władze państwowe i jest poza systemem i poza kontrolą.

Zazwyczaj kłusownicy „polują” z użyciem nielegalnych sprzętów – wnyki, oczka, zatrzaski czy doły – które powodują długotrwałą agonię; często też urządzenia takie rozstawiane są po lasach w miejscach gdzie pojawiają się dzieci lub zwierzęta domowe czy gospodarskie. Wnyki są rzadko sprawdzane z uwagi na ryzyko przyłapania i często zwierzyna, która w nie wpadła po prostu gnije i nie nadaje się do niczego – a śmierć została zadana.

Kłusownicy polujący z bronią palną zazwyczaj posiadają ją nielegalnie – czyli są poza systemem kontroli jaki został stworzony w ustawie o broni i amunicji. Często jest to broń pochodząca z przestępstw, broń wojenna wykopana z ziemi lub zwykłe samoróbki – osoby takie są dla nas obywateli groźne bo nie przeszły badań psychiatrycznych ani psychologicznych i nie wiemy czy kłusują bo zmusiła ich do tego bieda i głód, czy też są to zwykli sadyści, którzy lubią zabijać.

Ostatnią kategorią osób, które zaliczamy do kłusowników są osoby, które w jakiś sposób wykraczają przeciwko posiadanym uprawnieniom łowieckim – przykładem może być dokonanie odstrzału zwierzęcia nie ujętego w upoważnieniu (odstrzale), albo dokonanie odstrzału zwierzęcia innej płci lub w niewłaściwym wieku, kłusownikiem będzie też osoba, która użyła do polowania broni palnej wydanej dla innych niż łowiecki celu.

myśliwy celuje ze strzelby na polowaniu

Ekorodzinni: Jak Ty jako myśliwy zapatrujesz się na osoby, którym środowisko nie jest obojętne? 

Bartek: To bardzo szerokie pytanie a odpowiedź nie może być jednoznaczna.

Bardzo szanuję wszystkie osoby, które udzielają się w sprawach ochrony przyrody – zbierają wnyki, kontrolują prawidłowość wykonywania polowań, uczestniczą w akcjach sadzenia lasów czy udrażniania rowów melioracyjnych.

roślina

Od lat myśliwi czynnie włączają się w akcje informacyjne, które mają przekonać rolników do obsadzania pól różnorodną roślinnością tak by nie tworzyć wielkopowierzchniowych monokultur, które dla zwierząt często są pustyniami. Mamy akcje, w których namawiamy do określonego wzoru koszenia pól – tak by zwierzyna miała czas i możliwość bezpiecznie z pola uciec. Próbujemy uczyć rolników, że również w ich interesie jest pozostawienie na polu kawałka niezagospodarowanej zarośniętej krzakami lub nawet chwastami ziemi – remizy, w której będzie mógł schronić się zając, dzik czy ptactwo. Akcje te powoli przynoszą rezultaty.

Problemem są osoby, które mają szczytne hasła w głowie i brak chociażby elementarnej wiedzy – coraz bardziej aktualne jest hasło z dawnych czasów „im dalej od lasu tym większy obrońca przyrody”. To dziś jest prawdziwy problem.

Pseudo obrońcy zwierząt dokarmiają ptactwo pieczywem zawierającym sól oraz szkodliwe dla ptaków związki chemiczne co powoduje powstanie u ptaków „skrzydeł anioła” – brak zdolności do lotu, czyli skazują takiego ptaka na śmierć z zimna (bo nie odlecą do siedlisk migracyjnych) lub od drapieżników.

Pseudo obrońcy zwierząt wypuszczają zwierzęta, które całe życie trzymane były w niewoli – czyli takie, które nie dadzą sobie rady w środowisku, a zatem zginą pod kołami pojazdów lub od drapieżników. Nie tak dawno temu grupa „ekologów” dokonała akcji polegającej na wypuszczeniu do środowiska trzymanych w niewoli szakali złocistych – gatunku bardzo inwazyjnego, który nie powinien pojawić się w naszych lasach bo spowoduje wyginięcie lisów, kun a być może i borsuków.

Dochodzi do aktów wandalizmu – niszczenie ambon, paśników lub samochodów myśliwych to już niestety ponura norma.

Czy zachowania tych osób pomagają przyrodzie? Nie sądzę.

Ekorodzinni: Jakie są obowiązki myśliwych? Czy to jest czasochłonne hobby?

Bartek: Nie hobby – łowiectwo dziś to rodzaj stylu życia.

A ilość czasu spędzanego na pracach leśnych jest ogromna.

Zacząć trzeba od tego, że myśliwi mają obowiązek pilnowania pól uprawnych w okresie wegetacji roślin – chodzi o to by zminimalizować szkody spowodowane żerowaniem dzików, saren i jeleni; w moim kole każdy myśliwy ma obowiązek wykonać 5 dyżurów trwających od godziny 19:00 do 6:00 rano.

muflon przy paśniku

Poza tym w okresie wiosenno – letnim każdy myśliwy mojego koła ma do odpracowania na rzecz zagospodarowania lasu po 20 godzin (są to prace polegające na sadzeniu poletek dla dzików, sadzenie lasu, albo zbieranie wnyków); w sezonie jesienno – zimowym też mamy obowiązkowe 20 godzin prac – przy dokarmianiu zwierzyny, budowie paśników oraz przepłaszaniu zwierzyny zapuszczającej się do miast – i tak rok w rok.

Poza obowiązkowymi działaniami wielu myśliwych podejmuje się działań edukacyjnych w szkołach.

Ekorodzinni: Jakie Ty prace wykonywałeś w lesie? Jak myśliwi dbają o ekosystem leśny?

Bartek: Wstępując do koła łowieckiego musiałem odbyć roczny staż o czym już mówiłem. W jego trakcie uczyłem się co to znaczy być myśliwym oraz wykonywałem powierzone prace – między innymi sadzenie pola zaporowego oraz sadzenie lasu.

Gdy myśliwym zostałem robiłem wszystko to co było potrzebne – zimową porą zbierałem wnyki po lasach, gdy było wezwanie z policji zbierałem potrącone zwierzęta z drogi, sadziłem las i temu podobne. Pamiętam jak kilka lat temu jesienną porą dostałem zgłoszenie, że dziki zniszczyły cały ogródek w centrum miasta, udaliśmy się na miejsce i pomogliśmy właścicielowi przywrócić ogród do stanu używalności po to tylko by za kilka dni dostać znów telefon, że dziki przyszły i rozkopały ogród jeszcze bardziej niż za pierwszym razem. Sytuacja powtarzała się kilkakrotnie, aż dzikom się znudziło; innych działań nie można było podjąć bo to był środek miasta. Użycie broni byłoby nielegalne, użycie żywołapki nieefektywne, założenie pastucha elektrycznego mogłoby narazić zwierzęta domowe, byliśmy w kropce – szczęśliwie dziki się znudziły.

Ekorodzinni: Jak myśliwi zapatrują się na różnego typu pikiety środowisk pro-ekologicznych? Czy myślisz, że możecie znaleźć wspólny grunt by się porozumieć?

Bartek: Nie wiem jak inni, ja mam stosunek ambiwalentny.

Lubię dyskutować z kimś kto ma chociaż elementarną wiedzę, pozostałych staram się ignorować. Kłótnia z taką osobą to jak zapasy w błocie ze świnią, w pewnym momencie człowiek dostrzega, że świni sprawia to frajdę.

Kiedyś zaproponowałem żebyśmy jako koło na rok zaprzestali jakiegokolwiek polowania – po to tylko żeby pojawiła się eksplozja demograficzna dzików. Zwiększy się ilość wypadków, dziki zaczną wchodzić głębiej w miasto – może wtedy ”ekolodzy” wycofają się ze swoich absurdalnych postulatów. Niestety dziś ten pomysł jest niewykonalny z uwagi na ASF i polecenie wydane przez ministra ochrony środowiska polegające na tym by jak najbardziej zmniejszyć populację dzika.

Ekorodzinni: Widzę, że nie boisz się tematów kontrowersyjnych. Porozmawiajmy więc o samym polowaniu i pozyskiwaniu zwierzyny na jedzenie. Jaki to ma wpływ na środowisko i na same zachowanie zwierząt? Czy działalność myśliwych może doprowadzić do wytrzebienia gatunku?

Bartek: Wytrzebienie dzików, jeleni czy saren nam nie grozi – osoby zainteresowane odsyłam do badań prowadzonych w latach 70 – 90 w Ośrodku w Zielonce.

Skrótowo powiem tylko, że wykazały one, że całkowite zaprzestanie polowania wpływa negatywnie na populację – „ktoś powie co on bredzi?”, wyjaśniam.

W pierwszym okresie zaprzestania polowań na badanym terenie zaobserwowano gwałtowny wzrost populacji dzików, jeleni i saren – pamiętajmy, że zwierzyna ta mnoży się dość szybko, locha ma zawsze nie mniej niż 4 warchlaki, jeleń i sarna mają zazwyczaj po 2 młode.

Brak odstrzału spowodował, że większość młodych osiągnęło wiek reprodukcyjny. Badanie wykazało, że po zapełnieniu pojemności badanego obszaru tempo reprodukcji nie zmalało. Nadal rodziło się tyle samo młodych, ale coraz mniej młodych osiągało wiek reprodukcyjny młode jednak szybko padały z głodu. Te zwierzęta, które były zdolne się rozmnażać z braku bazy żerowej stawały się słabsze i bardziej podatne na choroby. Doprowadziło to do załamania populacji na badanym obszarze.

dziki

Drugie badanie prowadzono równolegle na takim samym obszarze – jednak tam prowadzono gospodarkę łowiecką czyli odstrzał. Udowodniono, że odstrzał ma znikomy wpływ na tempo rozrodcze, ale ma wpływ na ilość zwierząt osiągających wiek reprodukcyjny. Przyjęto, że odstrzał dotyczy przede wszystkim osobników w średnim wieku oraz młodych, osobniki starsze tzw. „przyszłościowe” nie były strzelane. W czasie gdy w pierwszym badaniu populacja zaczynała się załamywać i było już widać osłabienie jednostkowe zwierząt, w drugim badaniu kondycja zwierząt była utrzymana na tym samym poziomie.

Badanie wykazało, że tempo rozrodcze nie zmniejszy się gdy dzików, jeleni czy saren będzie dużo. Nadal będą się one rozmnażać i spowodują degradację środowiska, będą niszczyć uprawy oraz ogródki przydomowe, wejdą głębiej w miasta szukając bazy żerowej. Jeśli uprawy zostaną zjedzone lub zadeptane to dość szybko ceny żywności pójdą w górę – odczujemy to wszyscy.

Ergo należy zapewnić mechanizm ograniczający liczebność zwierzyny – można to zrobić na 2 sposoby. Pierwszy to polowanie – przyjęty model to kwestia dyskusji oraz tradycji; możemy polować jak to aktualnie wygląda w Polsce lub przyjąć model z USA – to nie ma akurat większego znaczenia. Druga metoda ograniczenia liczebności zwierzyny to przywrócenie drapieżników – rysi, wilków, niedźwiedzi – tylko to rozwiązanie mimo że ładnie brzmi jest szalenie niebezpieczne, bo kto weźmie na siebie odpowiedzialność za watahy wilków polujące na psy, krowy, konie czy bezdomnych? Kto zechce odpowiedzieć za działania tych słodkich misiów, które nie pogardzą sarną, ale jak będzie okazja to zamęczą i zjedzą kurczaka, lub wczoraj zakopanego nieboszczyka? Dla drapieżników błąkający się brzdąc, nieboszczyk czy bezdomny to zwykły bufet – zwykłe mięso.

Ekorodzinni: Jak się zapatrujesz na ludzi, którzy nazywają was mordercami zatem?

Bartek: Cóż… opinia, z którą się nie zgadzam, ale nie jestem w stanie z tym poglądem dyskutować. Zanim nazwiesz kogoś mordercą, sadystą czy zwyrodnialcem dowiedz się co ta osoba robi i dlaczego. Łatwo rzucać sloganami podłapanymi z mediów, trudniej uruchomić proces myślowy i poszukać faktów u źródła.

myśliwy z lornetką

Ekorodzinni: Było kilka przypadków nierozsądnego zachowania myśliwych. Polowanie po alkoholu i strzały na oślep. Jak Ty zapatrujesz się na takie zachowania?

Bartek: KAŻDE, absolutnie każde użycie broni palnej po alkoholu powinno skończyć się utratą pozwolenia na broń. Nieważne czy chodzi o myśliwego, sportowca czy policjanta – tu nie ma pola do dyskusji, ktoś taki jest wrzodem na wizerunku posiadaczy broni palnej i jak najszybciej broń powinien stracić.

Strzały na oślep… tu sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Przepisy formułują zasadę, że nie wolno oddać strzału jeśli cel nie został prawidłowo rozpoznany (dotyczy to zarówno łowiectwa jak i strzelania sportowego czy rekreacyjnego). Brzmi prosto, ale na dziki poluje się w nocy, a pomyłki się zdarzają niestety. Moim zdaniem wszystkie pomyłki i niewłaściwe strzały są spowodowane rutyną, nadmierną pewnością lub głupotą. Myśliwym jestem już naście lat, bardzo wiele razy odpuściłem naciśnięcie spustu i to z różnych powodów: a bo w przedłużeniu strzału jest droga, a bo nie jestem pewien czy to chłopiec czy dziewczynka a tylko chłopców mam w odstrzale, a bo gdzieś na lesie słychać grzybiarzy i nie chce ich straszyć, a bo mi luneta zaparowała i nie mam 100% czystego strzału, a bo dzik stoi w wysokich krzakach i kula może za szybko grzybkować a strzał może nie nieść śmierci na miejscu.

Ekorodzinni: I na koniec. Czy wykonywany zawód pomaga Ci w byciu myśliwym? Czy koła łowieckie potrzebują prawników?

Bartek: Zawód adwokata ani nie pomaga ani nie przeszkadza. Każdy rozsądny, zdrowy i niekarany obywatel może zostać myśliwym. Trzeba tylko chcieć i poświęcić temu czas.

A czy koła potrzebują prawników w swoich szeregach? Kiedyś było porzekadło, że w każdej grupie przyda się papuga. Myślę, że to nadal aktualne jest; a czy prawnicy są bardziej potrzebni niż inne zawody? Chyba nie. Ważne żeby do łowiectwa ciągnęło ludzi rozsądnych, a to jaki zawód wykonują jest bez znaczenia. Wielu myśliwych to funkcjonariusze różnych formacji mundurowych, lekarze, księża, rolnicy a także leśnicy i urzędnicy. Środowisko myśliwskie łączy przeróżnych ludzi.

Ekorodzinni: Dziękujemy za rozmowę 🙂

ambona dla myśliwych

Autor:Ekorodzinni

0 0 vote
Ocena artykułu
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x